Liliana Sobieska: Przed bramą raju stoją ksiądz i kierowca autobusu. Obaj chcą się dostać do środka. Święty Piotr wpuszcza kierowcę, księdza nie. Ten ostatni zdziwiony pyta - dlaczego? Przecież przez całe życie odprawiał msze, nawracał grzeszników. A taki kierowca był pijakiem i jeździł jak wariat. Na to święty Piotr: „Kiedy ty mówiłeś kazania, wszyscy spali. A gdy on jechał autobusem, wszyscy się modlili...”. To tylko dowcip, ale umiejętność głoszenia ciekawych kazań rzeczywiście nie jest powszechna. A ksiądz - choć jest w parafii krótko - wśród wiernych zdobył sobie opinię specjalisty od ciekawych homilii.
Ks. Artur Stachowski: - Jeśli rzeczywiście tak jest, to bardzo się cieszę. Tak mnie uczono, że najlepiej jest dużo wcześniej przeczytać sobie Ewangelię na najbliższą niedzielę, na którą przygotowuje się kazanie. Po to, aby to Słowo trafiło bardzo głęboko do naszego serca. Podczas modlitwy, która przecież jest rozmową z Bogiem, rodzą się pewne pomysły na kazanie. Potem do tego dobiera się fragmenty homilii, na przykład Ojca Świętego czy Kardynała Wyszyńskiego - postaci znanych, które miały wiele do powiedzenia. Głosząc kazania staram się te wszystkie elementy łączyć ze sobą i wykorzystywać. Ale niczego nie robię, aby wyłącznie przypodobać się ludziom. Wiernym w prosty sposób należy głosić prawdę.
Przyzna ksiądz jednak, że nie każdy duchowny, choćby nawet się starał, potrafi sprostać takiemu zadaniu.
- Myślę, że każdy człowiek, także ksiądz stara się wykonywać swoje powinności najlepiej, jak tylko potrafi, a mimo wszystko czasami wychodzi to różnie. Jak ja sobie radzę z przekazami pod adresem słuchających mnie parafian - nie mnie to oceniać. Ale uważam, że aby trafiać do odbiorcy najpierw trzeba go choć trochę poznać, czego oczekuje, jakie ma problemy. Takie sprawy można poruszać właśnie w świetle Ewangelii. Inaczej się mówi do dzieci, inaczej do dorosłych.
Sama obserwuję, że potrafi ksiądz znaleźć klucz do nawiązywania duchowego kontaktu właśnie z dziećmi. Jak należy traktować najmłodszych słuchaczy?
- Dzieci trzeba traktować bardzo poważnie, także ich problemy. Na zadawane pytania nie odpowiadać jakimiś głupkowatymi tekstami. Staram się to robić, bo przecież dziecko poważnie traktuje dorosłych. Dziecięce problemy, nawet jeśli nam się zdają dość śmieszne, dla najmłodszych są ważne i wymagają stosownego potraktowania. Nieumiejętne podejście do dzieci może mieć bardzo złe skutki w ich dorosłym życiu.
Głosząc kazanie podczas mszy świętej ksiądz staje się w pewnym sensie aktorem, który mówi do zebranej publiczności. Z kim łatwiej nawiązuje się nić duchowego porozumienia? Z dorosłymi czy z dziećmi?
- Jeśli chodzi o namacalny odbiór tego co się mówi, wyraźniej widać to po dzieciach. Są bardziej niż dorośli żywiołowe, autentyczne. Z małymi słuchaczami kazanie raczej przybiera formę dialogu. Dzieci chętnie włączają się do niego, odpowiadają na zadawane pytania. Osobiście z radością podchodzę do kazań dla dzieci, bo wiem, że one mnie słuchają i czują się dowartościowane. Często podczas mszy zapraszam maluchy pod ołtarz i wspólnie się modlimy. Trochę inaczej jest z dorosłymi, bo nie wiem, czy to co mówię do nich dociera i czy jak wyjdą z kościoła coś z tych moich homilii zapamiętają. Mam nadzieję, że z każdego kazania coś w pamięci wiernych pozostaje na dłużej. A tak poza tym każdy ma swój osobisty odbiór tego, co słyszy. I tak treść danego kazania do jednych od razu trafia, do innych nie. Jednak Słowo Boże prędzej czy później bywa skuteczne. Żywię nadzieję, że moje słowa też trafiają na podatny grunt.
Skąd i kiedy przybył ksiądz do parafii w Górznie?
- To był lipiec tego roku, konkretnie odpust parafialny Matki Boskiej Szkaplerznej. Przybyłem ze Zbójna, gdzie się urodziłem. Górzno jest moją pierwszą parafią, bo święcenia kapłańskie przyjąłem 18 czerwca, dzień później była prymicja. To, że trafiłem właśnie do Górzna, traktuję jak znak z niebios i dowód Bożej opatrzności. Wychowałem się niedaleko sanktuarium w Oborach, przy karmelitach. Sam też jestem czcicielem Matki Boskiej Szkaplerznej, noszę szkaplerz. I tak pięknie się złożyło, że patronką Górzna jest święta Teresa Od Dzieciątka Jezus - karmelitanka. Nic nie dzieje się bez przyczyny, przypadki nie istnieją.
Przez cztery miesiące stał się ksiądz ulubieńcem wielu parafian. To niezłe osiągnięcie. Jest na to jakiś przepis?
- Jeśli tak jest, to bardzo się cieszę, że ludzie są ze mnie zadowoleni. Nie ma na to żadnego konkretnego przepisu. Ja po prostu robię to, co potrafię, w myśl mojego powołania kapłańskiego. Myślę, że każdy ksiądz stara się jak najlepiej wykonywać swoją posługę kapłańską. W pierwszych miesiącach spróbowałem znaleźć porozumienie z dziećmi. Byłem i jestem harcerzem, więc na prośbę tutejszej młodzieży postanowiłem założyć drużynę harcerską. Wiem, że dotychczas w Górznie nie było żadnego zastępu harcerskiego, więc wspólnie z dziećmi zaczynamy od początku. Mam nadzieję, że uzyskam pomoc z hufca brodnickiego. Poza tym w grudniu chcę do Górzna sprowadzić światełko betlejemskie tuż przed Bożym Narodzeniem. Niedawno przy pomocy miejscowego stowarzyszenia 11 listopada zorganizowaliśmy wieczornicę patriotyczną, na którą przyszło sporo osób.
Sporo powiedzieliśmy o dzieciach i młodzieży, jednak nasza społeczność składa się także z ludzi starszych. Jak dotrzeć do tej grupy parafian?
- Jest to trudniejsze. Starsi ludzie często doświadczeni są chorobami i cierpieniem. Łatwiej do nich mówić, jeśli wcześniej pozna się ich problemy, sprawy, jakimi na co dzień żyją. Poza tym niektórzy starsi odbiorcy mogą mieć wątpliwości, co człowiek młody i zdrowy wie o ich kłopotach i rozterkach. Myślę jednak, że jeśli mam przed sobą Ewangelię, wierzę w Pana Jezusa i jego słowa to pozostaje mi z przekonaniem głosić jego nauki. Ufam, że to dociera do moich parafian.
Są też takie sytuacje, kiedy także trzeba zahaczyć o sprawy ostateczne. Często nie chcemy o nich mówić, pomijamy je traktując jak jakieś tabu. A przecież zjawisko śmierci przypisane jest każdemu człowiekowi.
- Tematy ostateczne są bardzo trudne. Dla chrześcijan śmierć jest sprawą bardzo ważną, której nie trzeba traktować z rozpaczą i uczuciem beznadziei. Dla wierzących śmierć nie jest ostatecznym kresem, bo wraz z nią nasze życie się nie kończy. Ono się tylko zmienia. Staniemy przed sądem i wierzymy w to, że będziemy zbawieni. Pan Bóg jest sędzią sprawiedliwym, ale też miłosiernym. Ale też na przyszłe zbawienie trzeba sobie zapracować podczas życia ziemskiego. Śmierci często ludzie się boją, bo jest czymś niewiadomym, wielką tajemnicą. Nieznane powoduje lęk, ale ten lęk jest oświecony przez naszą wiarę. Dlatego powinniśmy wierzyć, że z chwilą śmierci nasze życie się nie kończy. A wiara i rozum to dwa skrzydła, dzięki którym duch ludzki unosi się ku kontemplacji prawdy. Tak więc wiara potrzebuje rozumu i myślenia.
Wracając do spraw doczesnych, ziemskich - jak ksiądz ocenia Górzno jako miejscowość?
- Górzno traktuję jak swoją małą ojczyznę. Tutaj czuję się jak w domu. Zarówno moje rodzinne Zbójno jak i Górzno leżą na ziemi dobrzyńskiej, z historią której w dzieciństwie się zapoznawałem. Nawet krajobrazy i położenie tych dwóch miejscowości są podobne. Tutejsi mieszkańcy są bardzo przyjemni. W tym miejscu muszę powiedzieć, że ksiądz proboszcz Stefan Maliszewski jest moim mistrzem, kierownikiem. Liczę się z jego zdaniem. Na uznanie zasługuje też ksiądz rezydent Bogdan Maliszewski. Jestem zadowolony z pierwszych miesięcy spędzonych w Górznie. Cieszę się, że właśnie tu trafiłem.
Dziękuję za rozmowę.










