Mało tego, także te określenia, którym udało się wejść do słowników administracyjnych, przy okazji każdego nowego spisu miejscowości są usuwane z urzędowych nazw. Mam tu głównie na myśli człony nazewnicze: rumunki i wybudowanie, bo one w najliczniejszej reprezentacji pojawiły się kiedyś na mapach także powiatu brodnickiego. W najnowszych wydaniach map (zwłaszcza typowo turystycznych) właściwie ich nie ma. Widać w tym procederze nie tylko tendencję do upraszczania wszystkiego co się da, lecz także zanik potrzeby takiego nazewnictwa ze względu na zanik realiów, w jakich się narodziło. Nie ma już nowych osadników na „pustkach”, nie ma „olendrów”, „kolonii”, „parceli”, „bud” robotników leśnych. Z najdalszego końca wsi do jej centrum można niemal w minutę dojechać motorowerem, a tajemnicza nazwa „rumunki” wielu kojarzy się już tylko z przedstawicielami sympatycznego narodu, którzy od czasu do czasu tłumie nawiedzają nasze miasto z ofertą rewelacyjnych kołder, lornetek, „prawie złotych” zegarków Rolex oraz innego dobra w doskonałej cenie i jakości „siuper”!
Jak już wspomniałem, zatwardziałe mieszczuchy mianem wsi określają wszystko, co znajduje się poza granicami miasta. Dziś jest to w zasadzie zupełnie prawidłowe, choć trzeba sobie zdawać sprawę z tego, że prawdziwa wieś jest w zasadzie starym osiedlem, stanowiącym administracyjnie samodzielną jednostkę. Łatwo to sobie uzmysłowić, gdy przyjmiemy fakt, iż zdecydowana większość tego typu miejscowości wokół Brodnicy ma kilkusetletnią metrykę! Niektóre są starsze od samego ponad 700-letniego miasta (np. Michałowo, Bobrowo, Świecie, Grążawy). Na naszych Kresach Pomorza Nadwiślańskiego wyraz „wieś” oznacza nie tylko jakieś osiedle mieszkaniowe, lecz także „podwórze”, a nawet nieokreśloną przestrzeń. Zwrot „iść na wieś” oznacza tyle co „wyjść z domu”. Jeżeli nasze babcie mówiły, że ktoś „eno lata po wsi”, to niekoniecznie miały na myśli konkretną miejscowość, bo takiego określenia używano także w mieście. Powiadano: „Przeziębiłem się, bom za długo zmitrężył na wsi” (za długo przebywałem na świeżym powietrzu), albo: „Na wsi zimno, a w izbie to je ciepło” (na dworzu zimno, jednak w mieszkaniu ciepło), albo: „Wywal te koty na wieś” (czyli wygoń koty z domu).

Wybudowanie, czyli Abbau
Wyraz „wybudowanie” jest powszechnie znany na całym naszym Pomorzu i oznacza pojedyncze domy postawione poza zwartą zabudową wsi. Może to być też kilka domów z sobą sąsiadujących. Akurat to określenie przedostało się do oficjalnego urzędowego słownika i teraz jeszcze (podkreślę słowo „jeszcze”) posługuje się nią administracja państwowa i samorządowa na całym Pomorzu. Miejscowi Niemcy (mowa oczywiście o tych sprzed 1945 roku), którzy podchwycili tę nazwę, uznając za praktyczną, przetłumaczyli ją sobie jako „Abbau”. Na przykład tak określali zabudowania przy drodze do Szabdy, „a po naszemu” to po prostu Wybudowanie Zamek. Mamy też w powiecie brodnickim kilka innych wsi z tym członem w nazwie, choć w niektórych przypadkach na najnowszych mapach ich się już nie umieszcza. Tu najlepszym przykładem jest część wsi Cielęta Wybudowanie, która jeszcze na mapach z lat 60.-70. ubiegłego wieku występuje w całej pełni, dziś w zasadzie występuje sam toponim (nazwa miejscowa) starej wsi - Cielęta. Z innych znanych dziś mamy jeszcze Wybudowanie Radoszkowskie, Pokrzydowo Wybudowanie, Górzno Wybudowanie. Jak łatwo zauważyć, rdzeń nazwy jest przestawiany, raz występując z przodu, innym razem jako drugi - jeszcze do tego wrócę, ale już powiem, że nie odkryłem w tym żadnej racjonalnej metody (chyba że ktoś z czytelników ją zna).

Parcele, Pustki i Kolonie
Nazwa „parcele”, jak łatwo zgadnąć, pochodzi z okresu wielkich parcelacji. W naszym powiecie nigdy nie występowała w pismach oficjalnych jako urzędowa nazwa. Wiemy, że posługiwano się nią w obrocie prywatnym oraz w języku potocznym, np. dla określenia miejsca zamieszkania: „mieszkam w Bachotku na parcelach po Dzięgielewskim” (przedwojenny właściciel Bachotka). Co ciekawe, mianem parceli nigdy nie nazywano zabudowań powstałych na polach, działkach po podziale „zwykłego gospodarstwa”, a zawsze wówczas, gdy dotyczyło to większych dóbr ziemskich. Według moich obserwacji określenie „parcele” już nie funkcjonuje w naszym powiecie. Nawet tak popularny niedawno wyraz „rozparcelować” też wychodzi z użycia, na rzecz: rozgrodzić, podzielić, wydzielić.
Podobnie jest z wyrazem „pustki”, choć na Pomorzu pojawił się on wcześniej niż „wybudowanie”. Nazywano tak wszelkie osady liczące do kilku domów położone daleko od głównej wsi. Co ciekawe, „pustki” czy „pustkowie” oznacza nie tylko domy, a także pola, działki „na pustkach”. O ile „wybudowanie” powinno mieć jakiś związek ciągły z zagrodami tworzącymi wieś, o tyle wystarczy, że jakieś dalej położone gospodarstwo (lub grupę) oddzielał od głównego skupiska np. las, bagno i to już było pustkowie. „Pustki”, „pustkowie” nigdy nie weszły do nazw urzędowych. Za to mamy niedaleko Brodnicy przykład przejścia określenia do nazwy własnej „Pusta Dąbrówka”. Prawdopodobnie (z braku dokumentów trudno to ocenić stanowczo) ten człon przymiotnikowy od razu pojawił się przy rdzeniu (Dąbrówka) i nigdy nie był ruchomy (nie występował w rodzajach: „pustkowie Dąbrówka”, „pustki Dąbrówka” itp.
Co do oznaczenia „kolonia”, to odnosi się ono do kilku zabudowań położonych blisko siebie, lecz poza obrębem wsi lub miasta. Tym mianem wręcz nie wolno nazywać pojedynczych domów. Kolonia może być położona całkiem blisko granic miasta czy wsi. Nazwa w tym znaczeniu powstała na przełomie XIX i XX wieku, gdy za miastami lub wsiami powstawały kompleksy domów często jednolitych architektonicznie, przeznaczonych dla określonego rodzaju mieszkańców (np. urzędników, przesiedleńców, ofiar jakiegoś kataklizmu). W ten sposób powstawało osiedle niby „przynależne do centrum”, a jednak oddalone, niezwiązane ściśle z miastem czy wsią. Oczywiście najsłynniejszą brodnicką kolonią jest Nowa Kolonia. Wprawdzie osiedle u zarania swego powstania miało niemiecką nazwę Neue Heimat (Nowa Ojczyzna), gdyż wybudowane zostało z inicjatywy Niemców i dla Niemców, ale Polacy i tak nazywali je kolonią (czasem dodając przymiotnik „niemiecka”). Zresztą to tylko ilustracja do twierdzenia, że sam wyraz „kolonia” miał u nas drugie znaczenie, a mianowicie jako określenie najpierw niemieckich, a potem poniemieckich gospodarstw (ciekawe, że tuż za południowo-wschodnią granicą powiatu, między wsiami Płociczno i Zdrojki znajduje się zespół zabudowań zwany Koloniami Niemieckimi i pod taką nazwą umieszczony jest na wojskowej mapie z 1969 roku). Poza tym do niedawna figurowały na mapach: Osiek Kolonia, Kolonia Bobrowo i Kolonia Olszak (między jeziorem Głowińskim a jeziorem Ostrowite).

Przez Rumunki, Holendry do osiedla
Chyba najbardziej dziwaczną nazwą określającą pojedyncze domy lub niewielkie osiedla poza wsią jest nazwa „rumunki”. Dziś trudno dociec, skąd się wzięła, a nawet kiedy wprowadzono ją do oficjalnego słownika administracyjnego. Doskonały językoznawca Kazimierz Nitsch uważał, że sam termin zawdzięczamy kolonistom niemieckim z... Kongresówki. W drugim tomie „Wyboru pism polonistycznych” napisał: „Tylko z jakiegoś dolnoniemieckiego Rumung może pochodzić używana w okolicach Lipna nazwa rumunki”. Świadectwo przejścia na nasz powiat i dawnego funkcjonowania tej nazwy w regionie brodnickim przynosi choćby lektura opisu dóbr jabłonowskich z 1791 roku, sporządzona ręką samego właściciela Jabłonowa Adama Sumińskiego herbu Leszczyc. Pisze on m.in.: „Teraz zaś na mojej Posesyi osadziłem i prawo dałem przez sąd aprobowany 10 gburów (chłopów) na rolach prasnych, nie na rumunkach ”.
Jeżeli jeszcze do tej pory nie pokręciłem Państwu w głowach, no to może teraz, bo idzie czas na Holendrów, olędrów (w najogólniejszej formie chodzi o osadników z krajów niemieckich oraz Niderlandów) i ludzi osadzanych na prawie olęderskim sprowadzanych przez polskich zasadźców. Lokowano ich poza istniejącymi wsiami, aby swoją pracą powiększyli gęstość osadnictwa, tym samym zagospodarowania ziemi.
Tu trzeba zaznaczyć, że istniały różnice między mieszkańcami większych osad olęderskich a rumownikami. Głównie wynikały one z podstaw prawnych stosunków między osadnikami a właścicielem powierzonej ziemi oraz - często - rodzajem terenu, na jakim przyszło im działać. Społeczność wsi olęderskiej zawierała umowę z właścicielem ziemi według zasady równouprawnienia wszystkich jej mieszkańców, natomiast rumownicy kształtowali ją indywidualnymi, niejednakowymi umowami. Wydzierżawiony kawałek lasu trzeba było najpierw wykarczować, wyciąć miejsce pod zabudowania i pole do uprawy. To właśnie taką osadę, czyli wybudowaną na wykarczowanym gruncie, nazywano rumunkami. Jednak olędrzy równie dobrze mogli być osadzeni w całkowicie bezleśnym terenie. Wówczas najczęściej mówiono nie o rumunku, a o kolonii.
Ciekawe, że bardzo często określenie „rumunki” w stosunku do tej samej osady jest używane raz w liczbie pojedynczej, np.: Rumunek Osiek, zaś innym razem w liczbie mnogiej: Rumunki Osiek i właściwie nie ma to znaczenia!
Nie ma, ale nie ma też pewności, czy nie miało, lecz dziś jest nieczytelne ze względu na niekonsekwencję źródeł pisanych. XVIII- i XIX-wiecznych (tu, przynajmniej tych z początku wieku) kancelistów może tłumaczyć fakt, że przez cały ten czas określenie „rumunek” było jeszcze wyrazem pospolitym (pisanym z małej litery), a dopiero potem (mniej więcej od drugiej dziesiątki XIX wieku) przekształciło się w część nazwy własnej jako człon utożsamiający w złożeniu z nazwą miejscową (toponimem), np. Rumunek Lipowiec. To przekształcenie, czyli zyskiwanie wartości nazwy własnej odbywało się powoli, niekonsekwentnie, z dużymi wahaniami w zakresie liczby (raz Rumunek, a innym razem Rumunki), w uporczywym przestawianiu „członu utożsamiającego” (raz był Rumunek Lipowiec, a kiedy indziej Lipowiec Rumunek) i dzisiejszym badaczom trochę zszargało nerwy (zawodziły tradycyjne metody badawcze).

Jak jest dziś?
Dzisiejsza administracja dla określenia domów stojących poza wsią czy miastem używa trzech terminów: wybudowanie, osada, osiedle. Zwykle już jeden dom traktuje się jako osadę, natomiast kilka tworzy osiedle, czyli dawną kolonię. Stąd nowo powstające dzielnice miasta czy wsi nazywa się „osiedlem”... To jeszcze nie wszystko, ale na szczęście dla Państwa i dla mnie kończy się miejsce w tym numerze gazety...