Samoloty nad Brodnicą

Radosław Stawski
08.08.2017 11:10
A A A
.

. (Foto (Archiwum): Wiosną 1928 roku na łąkach pod Brodnicą odbyły się pokazy z udziałem dwóch samolotów Potez XXV.)

W dwudziestoleciu międzywojennym kilka samolotów zaliczyło awaryjne lądowanie w Tivoli pod Brodnicą. W 1928 roku odbył się pokaz francuskich aeroplanów Potez XXV, a tuż prze wojną nad miastem krążyły niemieckie samoloty zwiadowcze

Gdy po 1918 roku rodziły się zręby niepodległego państwa polskiego, a czas normalniał, wielu gołowąsów głowiło się nad pytaniem starym jak świat - jak by tu skutecznie zaimponować białogłowom? W tej materii wymyślano bajdur, co niemiara, każdą chwaląc jako nader skuteczną, wyjątkową i godną polecenia dla innych. Czas weryfikował, jak zwykle te "dobre rady". W końcu wysiłki płci brzydszej miały dotrzeć do w miarę racjonalnego konsensusu. Stwierdzono otóż między sobą, że kobiety "wiotczeją" tylko i wyłącznie wówczas, jeśli mężczyzna patrzy na nią z góry lub najlepiej z wysoka. Gdy ta powiastka ruszyła w Polskę, na efekty nie trzeba było długo czekać. Wielu żółtodziobów bez grosza w kieszeni zaczęło, co najwyżej hardo zadzierać głowy, by być choć trochę wyższymi od napotkanej kobiety. Rezultaty takiego podrywu bywały jednak mizerniutkie. Inni wzięli sobie rady naprawdę do serca i... poczęli wstępować do licznych oddziałów kawalerii. Rozśpiewani i podkręcający wąsa ułani z łoskotem walili się pięściami w piersi przysięgając chodzącej drogą piechocie, że damskie dekolty wyłącznie z wysokości konia przedstawiają się nader wybornie. Na ucho szeptano, że kobiety nie bronią wówczas nawet wciskania tam czekolady. Dość zazdrośnie zerkano więc odtąd na konne formacje. Śpiewana przez ułanów pieśń w myśl, której "przybyli ułani pod okienko, stukają pukają, puść panienko..." przestała już być tylko czczą gadaniną. O skuteczności podbojów miłosnych dokonywanych przez kawalerzystów krążyć zaczęły legendy. Idąc dalej tropem tej anegdoty należy dodać, że w tym momencie - tak się niektórym wydaje - część męskich zazdrośników zaczęła się zastanawiać, czy można owych nieposkromionych ułanów jakoś pobić w podbojach płci piękniejszej. I tu dosłownie z nieba spłynęło na nich olśnienie. Tak! Tą rzeczą, która miała wprawić białogłowy w anielskie omdlenie, a przy okazji zapewnić skuteczny podryw miała być techniczna nowinka tamtych czasów - aeroplan. Latające wśród chmur nieposkromione płatowce nie dość, że były o wiele szybsze od ułańskich koni to na dodatek pilot mógł zerkać na wszystkie panie i panny z tak wysoka, że nie sposób było go w tym przebić. Jak tu się więc nie dziwić, że legendarna szkoła "Orląt" w Dęblinie zaczęła z czasem pękać w szwach, a szkoleni tam piloci w czasie drugiej wojny światowej stali się nieocenionymi pogromcami niemieckiej Luftwaffe, zwłaszcza w bitwie o Anglię. Przywołajmy tu postać podrywacza serc niewieścich, ale przede wszystkim doskonałego pilota z Bobrowa pod Brodnicą - Jana Zumbacha - asa polskiego lotnictwa, który wykonał 381 lotów bojowych, z czego 274 nad Wielką Brytanią, a w czasie działań wojennych zestrzelił na pewno 13 maszyn wroga, 5 prawdopodobnie oraz 3 uszkodził. Za swoje nieocenione czyny wojenne został odznaczony m. in. polskim Srebrnym Krzyżem Virtuti Militari, Medalem Lotniczym i czterokrotnie Krzyżem Walecznych oraz angielskim Zaszczytnym Krzyżem Lotniczym (DFC - Distinguished Flying Cross and Bar) i order Battle of Britain with Bar oraz później szarfą z gwiazdą za wojnę 1939-1945.

Francuskie Potez XXV na łąkach pod Brodnicą

Jan Zumbach w Bobrowie zaraził się pasją lotnictwa obserwując nad domem trzysilnikowy Fokker - liniowy samolot polskiego towarzystwa lotniczego, którego lot później naśladował biegając z poziomo wyprostowanymi ramionami i głosem wydając dźwięk silników.
Uczący się później w Brodnicy Zumbach znienawidził miasto, a jego złe wyniki w szkole doprowadzały rodziców do rozpaczy. Jednak wiosną 1928 ta "mroczna i senna" dla Zumbacha Brodnica nagle wyrwała się z pozornego letargu. Wieść, która gruchnęła, spadła na wszystkich, niczym przysłowiowy grom z jasnego nieba - otóż w Brodnicy miał być zorganizowany pokaz lotniczy. W tym czasie Polska sprowadziła z Francji zaledwie 6 sztuk jednosilnikowych francuskich dwupłatowców Potez XXV, a łącznie - 16, produkując je później w kraju na licencji francuskiej. W tym samym 1928 roku z połączenia Ligi Obrony Powietrznej Państwa i Towarzystwa Obrony Przeciwgazowej została utworzona masowa polska organizacja paramilitarna pod nazwą LOPP - Liga Obrony Powietrznej i Przeciwgazowej. Miała ona na celu promowanie lotnictwa sportowego, komunikacyjnego i wojskowego. Działała do wybuchu II wojny światowej w 1939 roku. Tak więc za sprawą tych wydarzeń wiosną 1928 roku brodniczanie mieli okazję ujrzeć 2 samoloty z nielicznej eskadry, która oblatywała polskie miasta i miasteczka.
W tym czasie obejrzenie z bliska aeroplanu należało do rzadkości. Młodzież i dziatwa szkolna byli jak oszalali ze szczęścia i radości. Przecież po raz pierwszy w życiu wielu z nich miało możność ujrzeć lotnika z krwi i kości oraz jego legendarną maszynę. Sprawa była tak doniosła i niecodzienna, że na dzień pokazu, który odbywał się w dniu powszednim, zawieszono w szkole lekcje. Wszyscy więc, kto mógł, popędzili co tchu dwa kilometry poza miasto na wielką, podmiejską łąkę, z której przegoniono wszystkie krowy i z części uformowano prowizoryczne lotnisko. Wokół niego stanął w rozkroku kordon wojska, który blokował dostęp na lądowisko nadchodzącej ze wszystkich stron masom ludności. Młody Janek Zumbach wraz z kolegami ujrzał wtedy dwa stojące dumnie na łące samoloty. Były to jednosilnikowe dwupłaty Potez XXV z francuskiej wytwórni lotniczej Avions Henri Potez. Aeroplan, jako samolot rozpoznawczy, łącznikowy i transportowy zbudowany był głównie z drewna i posiadał dwie odkryte kabiny dla pilota i obserwatora. Tymczasem przed pokazami lotniczymi urządzono w namiotach wystawne i mocno zakrapiane przyjęcie, a orkiestra brodnickiego garnizonu grała polki, marsze wojskowe, utwory operowe oraz mazurki i walce.
Wreszcie spod pałatek zaczęli wychodzić dostojnicy w garniturach, a za nimi ci, na których wszyscy czekali - czterej mężczyźni w skórzanych uniformach lotniczych. Na ich widok tłum zafalował. Rozległy się entuzjastyczne okrzyki i szalone wręcz oklaski. Piloci stali wyprostowani, jak struna, a otaczali ich miejscowi radni wraz z burmistrzem miasta i proboszczem. Nikt ze zgromadzonych na łące brodniczan nie mógł wprost oderwać wzroku od dwóch załóg, które zaczęły zajmować swoje miejsca w samolotach, dostojnymi gestami pozdrawiając zebranych. Wszystkich oczarowała ich swoboda i elegancja.

Popisy pilotów

Wreszcie przy terkocie uruchomionych silników, aeroplany zaczęły pokaz, zrywając przy okazji kilka kapeluszy z głów zacnych dam. I wtedy młody Janek Zumbach z Bobrowa na dobre zaraził się pasją lotnictwa, wspominał to tak: "samoloty wystartowały i wzniosły się, jeden za drugim, w błękit nieba. Niewiele później, przy aplauzie publiczności, powróciły lecąc obok siebie, skrzydło w skrzydło. Obniżyły lot tuż nad ziemią i z hukiem silników przemknęły nad nami, co spowodowało, że cała ludność Brodnicy rzuciła się na łąkę. Jednakowo przerażeni tym popisem leżeli obok siebie gospodarze naszego miasta, nasz nauczyciel, potężnie zbudowany i obdarzony gromkim głosem rzeźnik, komisarz policji, burmistrz, wszyscy przyciśnięci do zielonej murawy. Byłem zachwycony i wprost wyłem z zachwytu. Oba samoloty ponownie wzniosły się stromo ku niebu. Wszyscy patrzyli w górę, kwitując okrzykami >Ach i >Och wykonywane przez samoloty pętle i beczki. Po tych manewrach samoloty skierowały się na wschód i zniknęły za horyzontem. Gdy po dłuższej chwili wszyscy zaczęli z niepokojem zadawać sobie pytanie, co się z nimi stało - czyżby odlecieli bez pożegnania? - samoloty wyskoczyły nagle, jak huragan, spoza lasu po zachodniej stronie łąki. Mężczyźni powitali samoloty okrzykami radości, zaś wymalowane damy piszczały i wymachiwały wachlarzami. Sukces był całkowity. Ja śmiałem się i z oczyma pełnymi łez radości przysięgałem sobie na wszystkie świętości: tak, tak, tak, będę pilotem!".

Podniebne fidrygałki nad Brodnicą

W dwudziestoleciu międzywojennym doszło do kilku awarii przelatujących nad Brodnicą aeroplanów. Piloci lądowali zwykle na trawiastych łąkach koło Tivoli i po usunięciu usterek odlatywali. Brodniczanie bywali też świadkami mniej lub bardziej udanych podniebnych akrobacji. W tematyce skrzydlatego kraju gazeta Pielgrzym (R.59, nr 56) wydana we wtorek 10 maja 1927 roku pisała: "Wypadek z samolotem. W >Ziemi Michałowskiej" czytamy: samolot >Andrée, który w przejeździe z Torunia krążył i urządzał karkołomne fidrygałki nad Brodnicą uległ nieszczęściu rozbicia w Rypinie. Pilot urządził w Rypinie cztery wzloty, a następnie zaproszony na bibkę, zakropioną czystą urządził piąty wzlot, zabierając jako pasażera niejakiego Feliksa Wiśniewskiego: przy lądowaniu, około godziny piątej po południu wpadł między zgromadzoną publiczność, z których ciężej lub lekko pokaleczył osiem osób. Samolot uległ zdruzgotaniu, a pasażer ciężkiemu obrażeniu na ciele. Pilot wyszedł z nieszczęśliwego wypadku cało. Chorych umieszczono w Powiatowym Szpitalu w Rypinie". Takie to były czasy, że pilotom nikt nie podsuwał alkomatów przed startem, a na lądowiskach ugościć alkoholem chcieli ich wszyscy. Pod koniec lat indywidualne parady samolotów zaczęły ustępować miejsca zaplanowanym lotom niemieckich maszyn zwiadowczych. Od 1938 roku zaczęły one dość często naruszać polską przestrzeń powietrzną i to na terenie powiatu brodnickiego, odległego o kilkadziesiąt kilometrów od granicy z Niemcami w Prusach Wschodnich. Można się tylko domyślać, że powodem były działania szpiegowskie.
Pielgrzym, z 14 czerwca 1938 roku (R.70, nr 71) napisał: "- Niemiecki samolot nad Brodnicą. Brodnica. W czwartek, dnia 9 bm. w godzinach południowych pojawił się nad Brodnicą jakiś tajemniczy samolot. Po dwukrotnym okrążeniu miasta, samolot ten odleciał w kierunku północno - wschodnim.
Samolot był prawdopodobnie pochodzenia niemieckiego, o czym świadczyły znajdujące się na nim swastyki. Pojawienie się samolotu niemieckiego nad polskim miastem wywołało tu zrozumiałe poruszenie.
Jest to, zdaje się, już piąty wypadek w tym roku, że samolot niemiecki ląduje, względnie krąży nad polskim terytorium. Niedawno prasa polska alarmowała o lądowaniu samolotu niemieckiego pod Jabłonowem, gdzie lotnik niemiecki, rzekomo z braku benzyny i uszkodzenia przyrządów nawigacyjnych zmuszony był opuścić się na ziemię. Czy aby nie częste są te >wizyty" lotników niemieckich w Polsce, a zwłaszcza na Pomorzu?...". Rok później wybuchła wojna.

Na podstawie:
Jan Zumbach, Ostatnia walka. Moje życie jako lotnika, przemytnika i poszukiwacza przygód, Oficyna Wydawnicza Echo, 2013.
S.Cloud, L.Olson, Sprawa honoru. Dywizjon 303 Kościuszkowski, 2004.
Pielgrzym, 1927, R.59, nr 56.
Pielgrzym, 1938, R.70, nr 71.

 

Zobacz więcej na temat:

Komentarze (2)
Zaloguj się lub komentuj jako gość
  • Gość: RS

    Oceniono 1 raz 1

    Od autora: Faktycznie, owe szachownice namalowane są raz tak, raz siak. Widocznie lakiernik malował to bez nadzoru i znajomości tematu, choć rzecz jasna, to tylko domysł.

  • Gość: snajper

    0

    Jakiś bałagan z tymi szachownicami na zdjęciu. Raz górne czerwone pole po lewej stronie, raz po prawej. Ciekawe: pl.wikipedia.org/wiki/Szachownica_lotnicza

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX