Jak prawie sto lat temu Rypin zremisował z Brodnicą

RS
07.09.2017 13:24
A A A
.

. (Fot. P. Gałkowski, Lech Rypin (1922-2007), Rypin 2007: Klub Sportowy Lech Rypin w maju 1924 roku zremisował z Czarnymi Brodnica (w ciemnych strojach). Rypińska gazeta wytknęła później brodniczanom nieuczciwość i cwaniactwo)

93 lata temu na nowo otwarty stadion w Rypinie przybył zespół piłkarski Czarni z Brodnicy, by na zaproszenie i po sąsiedzku rozegrać jedno z pierwszych spotkań towarzyskich z młodziutką i zbierającą dopiero doświadczenie drużyną Lecha Rypin. Mecz zakończył się bezbramkowym remisem, ale jeszcze długo ciągnęła się za nim atmosfera skandalu

Mecz z Czarnymi Brodnica przypominany jest obecnie w Rypinie z uwagi na tegoroczną, 95. rocznicę utworzenia klubu piłkarskiego Lech Rypin. Zielono-żółto-niebieskie barwy klubowe zwłaszcza dla członków, kibiców i sympatyków nabierają więc teraz wyjątkowego znaczenia. Tymczasem wiek temu rypińska publiczność początkowo dość żywiołowo reagowała na stroje piłkarzy, twierdząc, że bieganie w majtkach i odsłanianie publicznie kolan to wstyd, hańba i w ogóle brak moralności.
Tamtejszy klub piłkarski założyła w 1922 roku garstka osadników z Galicji, a młodzi rypinianie ćwiczyli futbol najpierw na podmiejskiej łące. Dopiero w kwietniu 1924 roku oddano do użytku miejski stadion - inwestycję wyjątkową, nawet jak na standardy stołecznej Warszawy. Pisały o tym gazety, a mający powód do nieskrywanej dumy mieszkańcy na pierwszy, inauguracyjny mecz zaprosili zespół Gwiazdy z Działdowa. Starcie zakończyło się remisem 4:4. Po meczu podkreślano siłę fizyczną i dobrych biegaczy Gwiazdy w zestawieniu z ambicjami młodego Lecha. Spektakl na niezadaszonych wtedy trybunach nieco popsuł deszcz, ale nastrój widowiska ratowały liczne bramki oraz orkiestra straży pożarnej.
Kolejny mecz, który rozegrano na rypińskim stadionie, odbył się w maju 1924 roku z zawodnikami Czarnych z Brodnicy. Widowisko również zakończyło się remisem - tym razem jednak bezbramkowym - ale gospodarze byli niezadowoleni z jego przebiegu. Jak komentowano w Rypinie - z powodu "niemiłego cwaniactwa zaproszonych gości".
"Kronika Rypińska" relacjonowała na swoich łamach to spotkanie następująco: "W ubiegłą niedzielę, przy wspaniałej, wiosennej pogodzie >Lech" rozegrał mecz piłki nożnej z I drużyną >Czarnych" z Brodnicy, z nierozstrzygniętym wynikiem 0:0. W partiach prowincjonalnych piłki nożnej jest praktykowany zwyczaj dobierania graczy z innej, celem odniesienia zwycięstwa nad przeciwnikiem. Według tej recepty drużyna >Czarnych" >dokompletowała się in plus przy pomocy Wojskowego Klubu Sportowego w Brodnicy, zjeżdżając do Rypina na niedzielne zawody. Zamiast więc >Czarnych" ujrzała zebrana na meczu publiczność reprezentacyjnych graczy naddrwęskiego grodu. Zarząd klubu >Lech" powinien stanowczo zaprotestować u odpowiednich władz sportowych brodnickich przeciwko podobnemu postępowaniu >Czarnych, a zbliżający się rewanż z tą drużyną winien >Lech" rozegrać z istotnym ich składem".
Jednocześnie podkreślano, że drużyny z Brodnicy i Działdowa górują nad zawodnikami Lecha siłą fizyczną oraz, co istotne - grają kombinacyjną grę zespołową. Tymczasem lechici popisujący się raczej indywidualnymi zrywami w ataku, jak i w obronie zbyt forsowali swoich liderów, nierzadko do wyłączania ich z gry z powodu kontuzji - włącznie. Młodzi, bo liczący po dwadzieścia kilka lat, rypinianie mieli jednak atut ambicji i posiadania własnego boiska, a tego ostatniego brakowało nawet pierwszorzędnym drużynom z Warszawy. Dochodziła do tego blisko półtoratysięczna publiczność, oglądająca mecze swojego "pisklęcia" przy akompaniamencie orkiestry strażackiej. Zarząd klubu wskazał jeszcze jedną potrzebę - stałe i racjonalne treningi. W ten sposób piłkarze wyrastali na bohaterów miasta, a władze otwarcie już marzyły o zadaszeniu trybun.
A mecz z brodniczanami? Cóż, relacje rypińsko-brodnickie i brodnicko-rypińskie nigdy nie należały do łatwych i dźwigały na sobie garb historycznych obciążeń. Czy dokompletowanie Czarnych z innej, wojskowej brodnickiej drużyny było nieuczciwe? Na kilka lat po odzyskaniu niepodległości niewielu martwiło się wówczas takimi praktykami, które choć nie do końca były uczciwe, to jednak, po cichu, praktykowane. Któż zabraniał Lechowi czynić podobnie? Problem był jednak taki, że w Rypinie nie było żadnego innego klubu, a futbol dopiero raczkował. Po remisowym meczu w obu drużynach pozostał niesmak i niedosyt - u lechitów, bo liczyli na uczciwość brodniczan, i wśród Czarnych, którzy, choć po cichu zadbali o wzmocnienie drużyny - nie byli w stanie pokonać teoretycznie słabszej drużyny.

Na podstawie:
P. Gałkowski, Lech Rypin (1922-2007), Rypin 2007.

Zobacz więcej na temat:

Komentarze (1)
Zaloguj się lub komentuj jako gość
  • Gość: Chelmut

    Oceniono 3 razy 3

    To nawet kombinować musieliśmy ich nauczyć. A myślałem, że mają to wrodzone :)

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX