Marynarz z Brodnicy przez 40 lat mieszkał w Gdańsku, a 13 lat temu przeprowadził się do grodu nad Drwęcą. Ukończył m.in. I LO w Brodnicy i Państwową Szkołę Morską w Gdyni. W latach 1968-2004 był zamustrowany w Polskich Liniach Oceanicznych, Polskiej Żegludze Morskiej i na kilku statkach zagranicznego armatora. Odwiedził 145 portów świata i wszystkie kontynenty, z wyjątkiem obu biegunów. Pracował w siłowniach okrętowych na wszystkich stanowiskach. Posiada stopień - starszy oficer mechanik okrętowy. Na statku w PŻM m/s "Łomża" pływał z innym mieszkańcem Brodnicy - komandorem Kazimierzem Kędzią. Jako oficer rezerwy jest członkiem Związku Żołnierzy Wojska Polskiego Koła nr 9 w Brodnicy. Za swoje zasługi i popularyzację zawodu marynarza w roku 2013 został uhonorowany Medalem Burmistrza Brodnicy.
W stoczni w Szczecinie w 1960 roku wybudowano statek o nazwie "Brodnica". Był to drobnicowiec, czyli jednostka pływająca, służąca do przewozu drobnych towarów liczonych w sztukach i zapakowanych w skrzynie, beczki, bele, czy worki. Statek posiadał pięć ładowni - w tym jedna była chłodzona. Tego typu statki o wyporności ponad 5 tys. ton wyposażone były zazwyczaj w osprzęt przeładunkowy, umożliwiający załadunek i rozładunek towarów bez użycia urządzeń portowych. Jednostka co 2 lata przechodziła remont stoczniowy, a co 4 lata remont kapitalny.
- M/S "Brodnica" to inaczej z angielskiego motorship, czyli statek napędzany silnikiem spalinowym zasilanym mazutem o tonażu 3403 BRT- wyjaśnia Stefan Ciechanowski. - Napędzał go motor duńskiej produkcji "Burmeister & Wain" o mocy 3606 kW, dzięki czemu "Brodnica" mogła osiągnąć prędkość 15 węzłów, czyli niespełna 28 km na godz. Armatorem były Polskie Linie Oceaniczne, a portem macierzystym Gdynia. Według propozycji PLO zbudowano wtedy serię statków z nazwami małych miast zakończonych na -ica, jak: Krynica, Szczawnica, Legnica, Oleśnica i Brodnica. Jako ciekawostkę pamiętam, że jakiś dziennikarz Ilustrowanego Kuriera Polskiego, który dowiedział się, że powstaje statek promujący małą Brodnicę, podczas, gdy duża Bydgoszcz nawet nie była do tego planowana, doprowadził do zmiany nazwy. Tak więc do metrowej litery B, przyspawanej już na burcie budowanego statku dopisano pozostałe, tworząc "Bydgoszcz". Statek o nazwie "Brodnica" wybudowano dopiero rok później.
Jak wynika ze wspomnień brodnickiego marynarza - długość całkowita statku wynosiła 124,2 m, a szerokość 16,6 m. Okręt zanurzał się na 6,5 m. Załoga liczyła 35 osób i 4 pasażerów rozmieszczonych w 2 kabinach. Statek jako liniowiec pływał do portów Afryki Zachodniej. Czasami kierowano go na inne linie. Obierano więc nim również kierunek na Amerykę Płn. i Amerykę Środkową.
Na statek M/S "Brodnica", pod komendą kapitana Tomasza Tedleckiego - Stefan Ciechanowski zamustrował 7 września 1968 r. jako młodszy motorzysta. Pływał do 14 kwietnia 1969 r. W ciągu półrocznego pobytu na drobnicowcu przybył m.in. do portów w Nowym Jorku, Filadelfii, Nowym Orleanie, Bostonie, Galveston i w Corpus Christi nad Zatoką Meksykańską. Po drodze statek zawijał do portów europejskich w Hamburgu, Rotterdamie, czy w Amsterdamie.
- Pamiętam, jak drobnicowiec "Brodnica" przyjął w Gdyni ładunek blisko tysiąca ton tak zwanych podkuwek "Krakusa", czyli eksportowej polskiej szynki w puszkach, która trafiła do ładowni chłodzonej - wspomina pan Ciechanowski. - Przez Atlantyk dopłynęliśmy wówczas do amerykańskiego portu Boston, ale towaru nie wyładowaliśmy, ponieważ w USA przez miesiąc trwał strajk pracowników portowych i czasowo obowiązywał zakaz wyładunku. Wróciliśmy więc z ładunkiem szynki, mając w głowie ustawiczne trudności z aprowizacją sklepów w naszym kraju.
Jak wynika z zachowanych materiałów, udostępnionych przez Stefana Ciechanowskiego - marynarze ze statku "Brodnica" oraz grono pedagogiczne wraz z uczniami z I Liceum Ogólnokształcącego w Brodnicy wzajemnie sobie patronowali. Ta oparta na wzajemnej życzliwości współpraca polegała na obustronnej wymianie grzeczności i nie tylko. Otóż marynarze przywozili uczniom najróżniejsze eksponaty, głównie z Afryki, które z racji niedostępnej wówczas powszechnie egzotyki zajmowały eksponowane miejsca w szkolnych gablotach. Były więc murzyńskie bębny, wytwory plemiennego rękodzieła oraz ceramika z Czarnego Lądu wraz z koralowcami. Brać szkolna odwdzięczała się załodze czym mogła - głównie wysyłanymi licznie kartkami na okres świąt i przy wielu innych okazjach, mając osłodzić marynarzom chwile samotności podczas długich rejsów.