Zapomniana postać sprzed wojny

RS
30.11.2017 10:59
A A A
.

Foto: Archiwum: Józef Leliwa-Piotrowicz przed wojną napisał przewodnik 'Pojezierze Brodnickie' (obecnie wznowiony). Na jednej ze stron zachęcał: 'Ktokolwiek będziesz w pokrzydowskiej stronie/ Do Straszyn ciemnego boru/ Wjechawszy, pomnij zatrzymać swe konie/ Byś się przypatrzył jezioru.'. Po prawej - Józef Leliwa-Piotrowicz z bratem Janem.

W zawierusze dziejów bywa i tak, że bywają ludzie, którzy swoim postępowaniem i dokonaniami zasługują na pamięć kolejnych pokoleń, a mimo to z wielu przyczyn odchodzą w zapomnienie. Jedną z takich postaci jest Józef Leliwa Piotrowicz - autor przedwojennego przewodnika po Pojezierzu Brodnickim

Najkrótsza biografia Leliwy - Piotrowicza może brzmieć: kronikarz, dziennikarz, nauczyciel i autor książek, który nie stronił od poezji i teatru. To postać "z pogranicza", zasłużona dla ziemi lubawskiej (nowomiejskiej), jak i michałowskiej. Skoro zasłużył się dla "małej ojczyzny", to dlaczego młode pokolenie prawie nigdy o nim nie słyszało i dlaczego nie mówi się o nim w szkołach ani nie prezentuje sylwetki z dokonaniami przed większymi gremiami? Powód może prosty - zapewne nie zabiegał o rozgłos, stąd informacje na jego temat należy zaliczyć do szczątkowych lub fragmentarycznych. Pozostał wszakże w pamięci niektórych ludzi. Pozostały także pojedyncze, znajdowane tu i tam dowody jego działalności. Poskładanie tych elementów w całość nie było łatwym, choć w pełni satysfakcjonującym zadaniem.
Wiele cennych informacji zdołała zebrać na jego temat mieszkanka Nowego Miasta Lubawskiego - Grażyna Jonowska. Jej działania w tej mierze doprowadziły do napisania i wydania książki na temat tej postaci pod tytułem - "Józef Leliwa-Piotrowicz kronikarz Ziemi Lubawskiej" (Pelplin 2006).
Według ustaleń autorki - zasłużony dla lokalnej społeczności Józef Leliwa-Piotrowicz był niegdyś związany z Ziemią Lubawską jako lokalny kronikarz i dziennikarz przedwojennej gazety "Drwęca" wydawanej w Nowym Mieście. Odnotowywał wydarzenia, które dziś są skarbnicą wiedzy o czasach, w których żył. Pisał także przewodniki turystyczne i zbierał legendy zasłyszane między ludźmi. Jako nauczyciel szkoły w Cichem (dziś powiat brodnicki, gmina Zbiczno) kształcił młode pokolenie Polaków.
Grażyna Jonowska w swoim opracowaniu pisze tak: "Niewiele o nim wiadomo, dokładnie nie jest znany nawet jego życiorys. Szczątkowe informacje posiadają żyjący jeszcze dalecy jego krewni. Po jego twórczości literackiej pozostały pojedyncze egzemplarze książek i przewodników, znajdujące się w muzeach lub w zbiorach prywatnych osób. Niezwykle cenne są zachowane do dziś zapiski sporządzone ołówkiem na pożółkłych kartkach papieru.

Szlachcic z pochodzenia

Józef Leliwa-Piotrowicz urodził się 27 grudnia 1899 r. w Sugajenku. Jego rodzicami byli Jan i Bernardyna z Piątków Piotrowiczowie. Pochodził z rodziny szlacheckiej, z tradycjami. Szlachectwo nadano familii Piotrowiczów w roku 1499. Od tego czasu członkowie rodu osiadali na dobrach dziedzicznych i piastowali znaczące urzędy ziemskie i dworskie. Potwierdzają to kroniki, zapiski i akta.
Na prośbę Józefa Leliwy-Piotrowicza w 1930 roku Instytut Heraldyczny w Warszawie, pismem z dnia 17 kwietnia 1930 roku, stwierdził jego ślubne pochodzenie oraz prawo do odziedziczonego po przodkach nazwiska rodowego. W herbie Piotrowiczów na błękitnym tle widnieje złoty krzyż. Pod nim znajduje się półksiężyc z sześciopromienną gwiazdą (również te elementy są koloru złotego) między rogami. Nad hełmem w koronie są 3 pióra strusie - złote i błękitne.
Z relacji 71-letniej Genowefy Bogackiej, mieszkającej obecnie w Gdańsku bratanicy Józefa Leliwy-Piotrowicza wynika, że jej wuj po ukończeniu szkoły powszechnej wyjechał do Grudziądza. Tam zdawał egzamin do seminarium pedagogicznego. Komisja, zaskoczona wiedzą Józefa, zdecydowała przyjąć go od razu do drugiej klasy. Po ukończeniu szkoły w Grudziądzu Leliwa-Piotrowicz pracował jako nauczyciel m. in. w szkołach w Turzy Małej (lub Wielkiej) oraz w Cichem koło Brodnicy (ówczesny powiat lubawski).

Nie bił, nie krzyczał...

W Brodnicy, przy ulicy Ceglanej, mieszka pochodząca z Cichego Stanisława Bełżek (z domu Wójcik), była uczennica szkoły w Cichem. Mimo swoich 85 lat, doskonale pamięta postać nauczyciela Piotrowicza. Mówi, że był to bardzo dobry człowiek. Pani Stanisława wspomina, że przed drugą wojną światową szkoła w Cichem była siedmiooddziałowa. Kadrę pedagogiczną stanowiły 4 osoby: kierownik Lenzner (Niemiec) oraz trzech polskich nauczycieli: Józef Leliwa-Piotrowicz, Metody Witkowski oraz Kazimierz Ułanowski.
- Mieli oni w szkole pokoje, w których mieszkali. Leliwa-Piotrowicz był bardzo dobrym pedagogiem, nie krzyczał na dzieci, lubił uczniów, nie stosował jak inni kar cielesnych. Najlepiej wykładał historię. Zabierał nas na wycieczki krajoznawcze i często woził swoim kajakiem po Jeziorze Wielkie Partęczyny. Ponadto pisał książki i zapraszał nas do swojego pokoju, usytuowanego na poddaszu szkoły - opowiada pani Stanisława.
Mieszkanka Brodnicy oblicza, że Józef Leliwa-Piotrowicz pracował w szkole w Cichem 4 lata. W roku 1931 nagle zniknął i nigdy więcej go nie widziała. Najprawdopodobniej został przesiedlony. Miejscowość Ciche leżała w tym czasie na terenie nadgranicznym polsko-niemieckim. Na tego typu polskich obszarach zamieszkiwały liczne grupy mniejszości niemieckiej. Zarówno przed wojną, jak i w jej trakcie, działała na ziemiach polskich tzw. >piąta kolumna. Były to niemieckie komórki rozpoznania rozlokowane na terenie całej Polski. Działalność >piątej kolumny" szczególnie aktywna była właśnie na terenach przygranicznych. Niemieccy agenci, doskonale znający język polski, walczyli z polskością, dostarczali wrogowi bieżące informacje. W czasie wojny szpiedzy wskazywali miejsca bombardowania niemieckiemu lotnictwu, organizowali zasadzki niemieckich band na sztaby polskiej armii.
Jeszcze przed wojną wysłano setki agentów niemieckich do Polski. Mieli oni za zadanie wskazywać Niemcom i kompletować listy osób nieprzychylnie nastawionych do Rzeszy. Wielu Polakom (szczególnie inteligencji) za okazanie jakiejkolwiek wrogości wobec okupanta, groziły wyroki śmierci, a w najlepszym wypadku zsyłki do obozów koncentracyjnych.
Zdaniem Stanisławy Bełżek Leliwa-Piotrowicz wraz z innym nauczycielem szkoły w Cichem - Metodym Witkowskim - odkrył, że kierownik Lencner był niemieckim szpiegiem. Być może było to przyczyną nieoczekiwanego zniknięcia Piotrowicza z Cichego. Była uczennica wspomina, że po wybuchu drugiej wojny światowej Lencner pojawił się w Cichem, by szukać ludzi, którzy go wydali, ale nie znalazł.

Zabrany przez hitlerowców

Wiadomo również, że przez jakiś czas Józef Leliwa-Piotrowicz mieszkał w Lubawie. Gdy rozpoczęła się druga wojna światowa, uciekł za Bug. Potem, w obawie przed Rosjanami, wrócił do powiatu lubawskiego i osiedlił się w Nowym Mieście nad Drwęcą. Na znalezionej starej kopercie, adresowanej do Leliwy-Piotrowicza, widnieje nowomiejska ulica Tylicka (dziś Wojska Polskiego).
- Z relacji ojca wiem, że Leliwa-Piotrowicz zawitał w 1939 roku do Cichego. Być może była to przyjacielska wizyta u znajomych, z lat kiedy uczył tam w szkole. Przywitało go z radością dwóch znajomych mieszkańców miejscowości. Wieczorem, tego samego dnia, ci sami ludzie przyszli uzbrojeni w karabiny. Na rękach mieli opaski ze swastykami. Brutalnie go zabrali - relacjonuje Genowefa Bogacka.
Później rodzina dowiedziała się, że Leliwa-Piotrowicz został wywieziony do obozu koncentracyjnego Hohenbruch koło Królewca. Był to obóz przejściowy dla jeńców. Najbliżsi >swoimi kanałami próbowali uzyskać jakiekolwiek informacje o aresztowanym. Otrzymali odpowiedź, że obóz został zlikwidowany, a więźniowie zwolnieni. Piotrowicz nie dawał jednak znaku życia. Po pewnym czasie okazało się, że nauczyciel najprawdopodobniej został stracony na początku grudnia 1939 r. Domniemać należy, że wraz z grupą polskiej inteligencji został rozstrzelany przez Niemców 8 grudnia 1939 r.
Na pograniczu Nowego Miasta Lubawskiego i podnowomiejskiej Nawry 13 maja 1962 roku odsłonięto pomnik, dłuta rzeźbiarza Ryszarda Wachowskiego, poświęcony poległym w czasie drugiej wojny światowej. Widnieje na nim napis: >Ofiarom hitleryzmu - społeczeństwo powiatu nowomiejskiego oraz motto: >Kiedy wrócisz do domu pamiętaj, że za twoje dziś oddaliśmy nasze jutro. W monument wmurowane są pamiątkowe, marmurowe tablice z nazwiskami poległych. Na jednej z nich widnieje nazwisko Józefa Leliwy-Piotrowicza...".
Tytułem uzupełnienia i być może potwierdzenia relacji o wykryciu niemieckiego szpiega i doniesieniu na niego do władz zapewne przez polskich nauczycieli z Cichego - w gazecie "Pielgrzym" (R.64, nr 22) z 1932 roku zapisano taką treść: "20 lutego, Ciche, pow. lubawski. Nauczyciel szpieg? Policja obwodowa odstawiła do więzienia w Brodnicy tutejszego nauczyciela, p. Lencnera, który się miał zajmować szpiegostwem na rzecz państwa ościennego. Pan Lencner był dawniej dłuższe lata nauczycielem w Nawrze przy Nowemmieście". Dla bezpieczeństwa nie napisano, kto wykrył tę sprawę.

Zobacz więcej na temat:

Skomentuj:
Zaloguj się lub komentuj jako gość

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX