Nasz Czytelnik Tomasz Jeziorski z miejscowości Bartniki uważa, że został niewłaściwie potraktowany przez lekarza obecnego na dyżurze Szpitalnego Oddziału Ratunkowego w brodnickim szpitalu. Mieszkaniec powiatu brodnickiego we wtorek, 5 grudnia rano brał udział w wypadku drogowym na drodze pod Grudziądzem. Był poobijany, narzekał na bóle w klatce piersiowej, zawroty głowy, nudności i zaćmienia przed oczami, więc karetka zabrała go na badania do grudziądzkiego szpitala przy Rydygiera (tam było najbliżej). Lekarze nie stwierdzili poważnych obrażeń, został zwolniony, ale objawy były na tyle niepokojące, że zasugerowano mu, aby w sytuacji braku poprawy zgłosił się do szpitala w pobliżu miejsca zamieszkania. Objawy nie tylko nie ustąpiły, ale wręcz - jak relacjonuje - nasiliły się, więc dzień po wypadku, w środę ok. godz. 18, został przywieziony przez krewnego na SOR w brodnickim szpitalu.
- Tam obecny wtedy lekarz stwierdził - grzecznie, ale stanowczo - że on mi pomocy nie udzieli i w tej sytuacji mam dwa wyjścia: albo jechać do szpitala w Grudziądzu, albo poczekać na innego lekarza w Brodnicy, ale wtedy co najmniej 6 godzin - opowiada Tomasz Jeziorski.
Mieszkaniec Bartników nie pojechał do Grudziądza ani nie czekał, tylko wrócił do domu, z kolei następnego dnia (w czwartek, 7 grudnia) stawił się na policji w Brodnicy celem złożenia zeznań w związku z wypadkiem. Tam jeszcze przed przesłuchaniem stracił przytomność, wezwano karetkę, która przyjechała natychmiast i od razu udzieliła mu pomocy.
- Z tego zdarzenia wynika, że mój stan mógł być poważny i nieudzielenie pomocy na czas mogło mieć tragiczne skutki - podkreśla Jeziorski. - Z drugiej strony udowadnia to, że jak trzeba, to potrafią reagować szybko.
Czy można na Szpitalnym Oddziale Ratowniczym odmówić pomocy pacjentowi, względnie nakazać mu wielogodzinne oczekiwanie, gdy ten skarży się na niepokojące dolegliwości?
- Zgodnie z prawem Szpital jako podmiot leczniczy jest zobowiązany do zachowania w tajemnicy wszelkich informacji dotyczących pomocy udzielanej pacjentom, w tym również sam fakt, czy tymi pacjentami są, byli czy też nie. Dlatego nie możemy udzielić odpowiedzi na Państwa pytanie numer 1 - czytamy odpowiedź dyrektora szpitala Dariusza Szczepańskiego. - W odpowiedzi na pytanie drugie, wskazujemy, że co do zasady niezgodna z prawem jest odmowa udzielenia pomocy pacjentowi, i podkreślamy, że sytuacja taka nie zdarzyła się dotąd w ZOZ SPZOZ w Brodnicy. Ponadto pomoc pacjentom udzielana jest w kolejności wynikającej z ich stanu zdrowia oraz kolejności zgłoszenia się do podmiotu leczniczego. Niestety, z przyczyn obiektywnych, niektórzy pacjenci są zmuszeni do dłuższego oczekiwania na udzielenie im pomocy - przy czym podkreślić należy, że co do zasady tylko w sytuacji, w której na oczekiwanie takie zezwala stan ich zdrowia - kończy dyrektor Szczepański.