Lekarze nie rozpoznali. Zmarła na zapalenie płuc

JW
10.02.2018 17:06
A A A
.

. (CZAS BRODNICY)

67-letnia brodniczanka zmarła na zapalenie płuc w toruńskim szpitalu. Tam stwierdzono, że trafiła do nich zbyt późno. Wcześniej ponad dwa tygodnie leżała w szpitalu w Brodnicy, gdzie mimo przeprowadzonych badań choroby nie wykryto i nie leczono. Diagnozę miało wydawać kolejno czterech lekarzy. Sprawę bada Prokuratura Okręgowa w Toruniu

O swoich przeżyciach opowiedziała nam brodniczanka Justyna Wąszewska, córka zmarłej kobiety.
- Moja mama Teresa Isajew do szpitala w Brodnicy trafiła w czerwcu ub. roku w związku z krwią wydobywającą się z odbytu - opowiada brodniczanka, która jest dyplomowaną pielęgniarką z wieloletnim stażem, pracuje w szpitalu w Toruniu i sprawy medyczne nie są jej obce. - Zrobiono jej kompleksowe badania, trafiła na oddział chirurgiczny, gdzie m.in. dostawała krew z powodu jej niedoboru. Powiedziano mi, że wszystko będzie w porządku, że wyniki badań nie są złe i wszystko winno wrócić do normy. Moja mama przyszła na oddział o własnych siłach, czuła się nieźle, tylko ta wydobywająca się krew nie dawała jej spokoju. Problem w tym, że z każdym dniem pobytu w brodnickim szpitalu była coraz słabsza, coraz rzadziej wstawała z łóżka, bo nie miała już sił, pojawiły się też problemy z oddychaniem. Wreszcie w ogóle już nie mogła się ruszyć, a oddychać musiała wyłącznie z pomocą butli tlenowej. Lekarze lekceważyli jednak te objawy, usłyszałam nawet, że to wszystko być może z powodu załamania nerwowego - w czasie jej pobytu w szpitalu zmarł nagle jej syn, a mój brat. Kolejne badania, w tym dwukrotne prześwietlenie płuc niczego nie dało. Werdykt, że nie wykryto żadnej poważnej choroby, usłyszałam od czterech lekarzy: dwóch internistów, pulmunologa i chirurga. Widziałam, co się dzieje, i zażądałam przewiezienia karetką do szpitala w Toruniu. Odmówiono mi. Moja mama nie była już w stanie chodzić ani samodzielnie oddychać, więc nie mogłam zwyczajnie zaprowadzić ją do swojego auta. Wtedy sama ze szpitala w Toruniu, gdzie pracuję, przywiozłam butlę tlenową i jakoś umieściłam ją w aucie. Po ponad dwóch tygodniach pobytu w brodnickiej lecznicy pojechaliśmy do Torunia. Tam lekarze załamali ręce i od razu wydali diagnozę: obustronne, ropne, nieleczone zapalenie płuc. Niestety, było już za późno. Moja mama zmarła, a podczas sekcji zwłok potwierdzono przyczynę śmierci. Wtedy postanowiłam, że tak tego nie zostawię - opowiada kobieta i zgłosiła sprawę do brodnickiej prokuratury.
- W Prokuraturze Okręgowej w Toruniu prowadzone jest śledztwo w tej sprawie od 23.11.2017 r., wszczęte 8.11.2017 r. w Prokuraturze Rejonowej w Brodnicy - potwierdza Andrzej Kukawski, rzecznik prasowy toruńskiej prokuratury. - Śledztwo prowadzone jest w sprawie bezpośredniego narażenia na niebezpieczeństwo utraty życia przez pacjentkę Teresę I. przez lekarzy Zespołu Opieki Zdrowotnej w Brodnicy, na których ciążył prawny obowiązek opieki nad wymienioną, poprzez podjęcie spóźnionych oraz wadliwych czynności diagnostycznych i nierozpoznanie obustronnego ropnego zapalenia płuc, tym samym zaniechanie podjęcia terapii w zakresie leczenia zapalenia płuc i jednoczesne zaniechanie przetransportowania T. I. do specjalistycznej placówki służby zdrowia celem wdrożenia tamże adekwatnej terapii, w wyniku czego pokrzywdzona poniosła śmierć, tj. o czyn z art. 160 § 2 k.k. w zb. z art. 155 k.k. w zw. z art. 11 § 2 k.k. Czyny te zagrożone są karą pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5. Stan faktyczny w sprawie nie został jeszcze ustalony. Nikomu nie przedstawiono zarzutów. Śledztwo się toczy. O konkretnie przeprowadzanych czynnościach z uwagi na dobro sprawy nie mogę poinformować - kończy rzecznik.
A co na to brodnicki szpital?
- Z uwagi na art. 13 w zw. z art. 2 ustawy z dnia 6 listopada 2008 r. o prawach pacjenta i rzeczniku praw pacjenta, ZOZ SPZOZ w Brodnicy jako podmiot leczniczy udzielający świadczeń zdrowotnych jest zobowiązany do zachowania w tajemnicy informacji związanych z pacjentem, a uzyskanych w związku z wykonywaniem zawodu medycznego - wyjaśnia Wiesław Jankowski, rzecznik ZOZ w Brodnicy. - Powoduje to, że nie jest możliwe udzielenie pełnej i wyczerpującej odpowiedzi na zadane pytania. Natomiast w związku ze zgłoszeniem przez panią Justynę Wąszewską roszczenia o zapłatę z tytułu zdarzenia medycznego, mogę tylko wskazać, że w związku z postępowaniem prowadzonym przez prokuraturę w zgłoszonej przez nią sprawie, ZOZ SPZOZ w Brodnicy nie może w sposób jednoznaczny zająć stanowiska w przedmiocie jej żądania. Na podstawie dostępnych nam informacji i w chwili obecnej, brak jest jednak uzasadnienia dla uznania takiego roszczenia - kończy rzecznik brodnickiego szpitala.

Zobacz więcej na temat:

Komentarze (6)
Zaloguj się lub komentuj jako gość
  • Gość: grabarz

    Oceniono 4 razy 4

    Ten artykuł o prawach pacjenta to jakieś alibi dla „podmiotów leczniczych“ w przypadku „zdarzenia medycznego“. Chronią danych nawet jak pacjent czy rodzina nie chce. Za to kmiotek wynajmujący ci mieszkanie prześwietli cię do majtek. Widzę już na klepsydrach „odszedł od nas wskutek zdarzenia medycznego”

  • Gość: ula

    Oceniono 8 razy 4

    Od powietrza, głodu, ognia i brodnickiego szpitala zachowaj nas Panie. A co na to arcy mądry na wszystko dyrektor i starosta ?.

  • Gość: ostatni_sprawiedliwy

    Oceniono 6 razy 2

    W Brodnicy nie leczy sie pacjentów powyżej 67 lat bo się konowałom nie opłaca. Mamy piękną umieralnie a nie szpital ;/

  • Gość: Gosc

    0

    Na nasz spital to brak slow nawet nie mam sily opowoadac co 2tyg temu nas spotkalo bo to i tak nikt nie weźmie pod uwagę

  • Gość: pupilek

    Oceniono 3 razy -1

    Niech media się zapytają starosty i bliskich mu osób gdzie oni się leczą. Z tego co wiem to poza Brodnicą. Bo jakoś nie widać ich w naszym szpitalu. A są w takim etapie życia gdzie zawsze coś dolega, ot chociażby wątroba, serce, prostata, a już nie wspomnę o głowie. A może mają lepsze leczenie od Brodnicy?

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX