O swoich przeżyciach opowiedziała nam brodniczanka Justyna Wąszewska, córka zmarłej kobiety.
- Moja mama Teresa Isajew do szpitala w Brodnicy trafiła w czerwcu ub. roku w związku z krwią wydobywającą się z odbytu - opowiada brodniczanka, która jest dyplomowaną pielęgniarką z wieloletnim stażem, pracuje w szpitalu w Toruniu i sprawy medyczne nie są jej obce. - Zrobiono jej kompleksowe badania, trafiła na oddział chirurgiczny, gdzie m.in. dostawała krew z powodu jej niedoboru. Powiedziano mi, że wszystko będzie w porządku, że wyniki badań nie są złe i wszystko winno wrócić do normy. Moja mama przyszła na oddział o własnych siłach, czuła się nieźle, tylko ta wydobywająca się krew nie dawała jej spokoju. Problem w tym, że z każdym dniem pobytu w brodnickim szpitalu była coraz słabsza, coraz rzadziej wstawała z łóżka, bo nie miała już sił, pojawiły się też problemy z oddychaniem. Wreszcie w ogóle już nie mogła się ruszyć, a oddychać musiała wyłącznie z pomocą butli tlenowej. Lekarze lekceważyli jednak te objawy, usłyszałam nawet, że to wszystko być może z powodu załamania nerwowego - w czasie jej pobytu w szpitalu zmarł nagle jej syn, a mój brat. Kolejne badania, w tym dwukrotne prześwietlenie płuc niczego nie dało. Werdykt, że nie wykryto żadnej poważnej choroby, usłyszałam od czterech lekarzy: dwóch internistów, pulmunologa i chirurga. Widziałam, co się dzieje, i zażądałam przewiezienia karetką do szpitala w Toruniu. Odmówiono mi. Moja mama nie była już w stanie chodzić ani samodzielnie oddychać, więc nie mogłam zwyczajnie zaprowadzić ją do swojego auta. Wtedy sama ze szpitala w Toruniu, gdzie pracuję, przywiozłam butlę tlenową i jakoś umieściłam ją w aucie. Po ponad dwóch tygodniach pobytu w brodnickiej lecznicy pojechaliśmy do Torunia. Tam lekarze załamali ręce i od razu wydali diagnozę: obustronne, ropne, nieleczone zapalenie płuc. Niestety, było już za późno. Moja mama zmarła, a podczas sekcji zwłok potwierdzono przyczynę śmierci. Wtedy postanowiłam, że tak tego nie zostawię - opowiada kobieta i zgłosiła sprawę do brodnickiej prokuratury.
- W Prokuraturze Okręgowej w Toruniu prowadzone jest śledztwo w tej sprawie od 23.11.2017 r., wszczęte 8.11.2017 r. w Prokuraturze Rejonowej w Brodnicy - potwierdza Andrzej Kukawski, rzecznik prasowy toruńskiej prokuratury. - Śledztwo prowadzone jest w sprawie bezpośredniego narażenia na niebezpieczeństwo utraty życia przez pacjentkę Teresę I. przez lekarzy Zespołu Opieki Zdrowotnej w Brodnicy, na których ciążył prawny obowiązek opieki nad wymienioną, poprzez podjęcie spóźnionych oraz wadliwych czynności diagnostycznych i nierozpoznanie obustronnego ropnego zapalenia płuc, tym samym zaniechanie podjęcia terapii w zakresie leczenia zapalenia płuc i jednoczesne zaniechanie przetransportowania T. I. do specjalistycznej placówki służby zdrowia celem wdrożenia tamże adekwatnej terapii, w wyniku czego pokrzywdzona poniosła śmierć, tj. o czyn z art. 160 § 2 k.k. w zb. z art. 155 k.k. w zw. z art. 11 § 2 k.k. Czyny te zagrożone są karą pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5. Stan faktyczny w sprawie nie został jeszcze ustalony. Nikomu nie przedstawiono zarzutów. Śledztwo się toczy. O konkretnie przeprowadzanych czynnościach z uwagi na dobro sprawy nie mogę poinformować - kończy rzecznik.
A co na to brodnicki szpital?
- Z uwagi na art. 13 w zw. z art. 2 ustawy z dnia 6 listopada 2008 r. o prawach pacjenta i rzeczniku praw pacjenta, ZOZ SPZOZ w Brodnicy jako podmiot leczniczy udzielający świadczeń zdrowotnych jest zobowiązany do zachowania w tajemnicy informacji związanych z pacjentem, a uzyskanych w związku z wykonywaniem zawodu medycznego - wyjaśnia Wiesław Jankowski, rzecznik ZOZ w Brodnicy. - Powoduje to, że nie jest możliwe udzielenie pełnej i wyczerpującej odpowiedzi na zadane pytania. Natomiast w związku ze zgłoszeniem przez panią Justynę Wąszewską roszczenia o zapłatę z tytułu zdarzenia medycznego, mogę tylko wskazać, że w związku z postępowaniem prowadzonym przez prokuraturę w zgłoszonej przez nią sprawie, ZOZ SPZOZ w Brodnicy nie może w sposób jednoznaczny zająć stanowiska w przedmiocie jej żądania. Na podstawie dostępnych nam informacji i w chwili obecnej, brak jest jednak uzasadnienia dla uznania takiego roszczenia - kończy rzecznik brodnickiego szpitala.