To było zimą trzy lata temu, kiedy ojciec nieletnich dzieci złożył zawiadomienie o znęcaniu się nad nimi przez ich matkę. Prokuratura złożyła akt oskarżenia do brodnickiego sądu i nagrania dźwiękowe - jako dowód przestępstwa. Sąd powołał biegłego - by je sprawdził. Sprawdzał

Opowiada ojciec

- Pewna policjantka powiedziała mi, że gdyby sytuacja była odwrotna, to znaczy, gdyby to mi zarzucono takie czyny, to dawno już bym siedział w więzieniu - stwierdza ojciec i opowiada swoją historię, która dzieje się na terenie naszego powiatu. Dla dobra dzieci nie podajemy bardziej dokładnych danych.
- W kwietniu 2015 roku złożyłem zawiadomienie o znęcaniu się matki nad moimi dziećmi do brodnickiej prokuratury - zaczyna ojciec. - Na dowód przyniosłem nagrane taśmy, jak się wobec dzieci zachowuje, jak się nad nimi znęca psychicznie, jakich słów używa. Prokuratura składa akt oskarżenia. Prokurator twierdzi, że jeżeli się wszystko potwierdzi, to dzieci idą natychmiast do mnie. I zaczyna się proces w brodnickim sądzie. Matka przedstawia kolejnych świadków, przedłuża sprawę, biegli sprawdzają autentyczność nagrań. W międzyczasie, od lutego 2016 roku, matka ma kuratora wyznaczonego przez sąd i zakaz (!) stosowania kar cielesnych i używania wulgaryzmów wobec dzieci. Kurator dzieci występuje do sądu o natychmiastowe odebranie ich matce. Pisze m.in.: "Dobro małoletnich (...) jest zagrożone i wymagana jest bezzwłoczna ingerencja sądu opiekuńczego celem udzielenia im ochrony i odseparowania tych dzieci od matki (...)". Pismo na kolejnych sprawach było pomijane. Sąd miał na to miesiąc, by pismo kuratora rozpatrzyć, a nie rozpatrzył. Sprawą zajął się także rzecznik praw dziecka Marek Michalak i nakazał, aby uczestniczyła w trzymiesięcznej terapii. Było to w marcu ubiegłego roku. Minęło kolejne lato, nic w sprawie się nie działo. Wcześniej mnie okradła i dopiero po trzech latach prawomocnym wyrokiem została skazana. Teraz sprawa tyczy dobra dzieci, a jest dopiero w pierwszej instancji, a gdzie apelacja? Czy permanentne przedłużanie sprawy można nazwać sprawiedliwością? Wszędzie odbijałem się od muru, więc postanowiłem przyjść do gazety - opowiadał mężczyzna.

Nie można ponaglać biegłego

To była jesień ubiegłego roku. Mężczyzna przyniósł fotokopie sądowe i stenogramy nagranych rozmów. Nie jest zadaniem dziennikarza stwierdzać ich autentyczność, ani tym bardziej wydawać wyroków. Zapytaliśmy wtedy prezesa tutejszego sądu, dlaczego ta sprawa toczy się w tak ślamazarnym tempie, przecież w tej akurat sytuacji chodzi o dobro dzieci? Prezes Sądu Rejonowego w Brodnicy Jan Raszkowski odpowiedział, że sprawa nie jest rozstrzygnięta, bo biegły jeszcze nie wydał opinii. Napisał także, że biegły poinformował, iż sporządzi taką opinię w ciągu dwóch tygodni. Po tym czasie - był już grudzień - zapytaliśmy czy opinia już jest wydana.
- (...) Pan Redaktor z pewnością jest zauroczony informacjami Pana Ministra Ziobry odnośnie przyspieszenia postępowań sądowych i dlatego też chciałby aby prezes tutejszego sądu w trybie nadzoru administracyjnego ponaglał czy to biegłego, czy też sąd do szybkiego rozpoznania interesującej Pana Redaktora sprawy karnej - czytamy w piśmie prezesa. - Chciałbym zaznaczyć, że nie zamierzam podejmować żadnych kroków ponaglających pana biegłego do przyspieszenia sporządzenia zleconej mu opinii. O ile biegły w sposób należyty zapozna się z materiałem dowodowym na podstawie którego sporządzić ma opinię, to przedłoży ją sądowi w stosownym terminie i sąd ten we właściwym trybie sprawę tę rozpozna. Różnego rodzaju naciski, ponaglenia czy też zalecenia z pewnością nie są właściwą formą niezawisłości sędziowskiej. Chodzi o to aby sąd procedując sprawę wydał sprawiedliwy wyrok w oparciu o zgromadzony w sprawie materiał dowodowy, a nie na podstawie oczekiwań Pana Redaktora Cedro, czy też ponagleń prezesa sądu (...).
Równocześnie historię sprawy przedstawiliśmy w Ministerstwie Sprawiedliwości i u rzecznika praw dziecka. W styczniu zostaliśmy poinformowani, że opinia biegłego jest już sporządzona i termin sprawy wyznaczono na 12 lutego. Ale nagle sprawa została z wokandy zniesiona. Dlaczego?
- Została zniesiona na wniosek obrońcy, który tego samego dnia występował na rozprawie przed innym sądem - poinformował prezes Raszkowski.
Uzgodniono wtedy nowy termin.

Spóźniony prokurator

Sprawa odbyła się 23 marca. Zjawili się: sędzia, kurator dzieci, matka i jej adwokatka, ale nie było prokuratora. Ojca chłopców nie mogło być - bo zgodnie z obowiązującym prawem nie jest stroną w sprawie. Pani sędzia widząc, że nie ma oskarżyciela - odroczyła sprawę i zadzwoniła do prokuratury. Po 20 minutach zjawiła się pani prokurator, sędzia wznowiła sprawę. Oskarżyciel domaga się uznania za winną oskarżonej, kary 6 miesięcy w zawieszeniu na dwa lata, poddania się terapii i obciążenia kosztami sprawy. Kurator dzieci przychylił się do wniosku i jeszcze prosił o zwrot kosztów - bo zajmował się sprawą. Co do autentyczności nagrań nikt nie wnosił zastrzeżeń. Nawet pani adwokat, która prosiła o to, by koszty sprawy przeszły na skarb państwa, bo jej podopieczna nie ma pieniędzy. Pani sędzia po wysłuchaniu każdej ze stron poinformowała, by wyjść z sali, aby mogła zastanowić się nad wyrokiem. I wszyscy wyszli na korytarz. Pani prokurator szybko przebrała się w cywilne ubranie i poszła, chwilę potem poszła oskarżona.

To było przeoczenie

Czy takie są praktyki w sądach, że oskarżona i prokurator mogą sobie ot tak iść nie czekając na wyrok?
- Prokurator nie ma obowiązku uczestniczenia w ogłoszeniu wyroku - odpowiada szefowa brodnickiej prokuratury Alina Szram. - Nie ma też obowiązku uczestnictwa w publikacji wyroku. Żaden przepis nie obliguje do tego. Prokurator Dorota Pawlikowska tego dnia wykonywała inne, pilne czynności służbowe w sprawach niecierpiących zwłoki. Nadto prokurator nie ma obowiązku brania udziału w sprawach, które były prowadzone w formie dochodzenia. Chyba, że dotyczy to spraw, w których proces został zainicjowany pod rządami uprzednio zreformowanych przepisów prawa, obecnie już nieobowiązujących. Przedmiotowa sprawa dotycząca oskarżonej (...) prowadzona była właściwie w formie dochodzenia - jednakże wniesienie w dniu 20 stycznia 2016 roku aktu oskarżenia do Sądu pod żądaniem obowiązującej wówczas procedury spowodowało na dzień dzisiejszy konieczność zastosowania wyjątku od aktualnie obowiązujących zasad i udział prokuratora był niezbędny mimo statusu dochodzenia. Tej nadzwyczajnej sytuacji (stosunkowo rzadko występującej w praktyce) nie dostrzegła przez przeoczenie prokurator Dorota Pawlikowska, która natychmiast udała się do Sądu po ujawnieniu konieczności udziału prokuratora w rozprawie.

Jest apelacja

Ostatecznie wyrok zapadł. Bez udziału oskarżyciela i oskarżonej. Oskarżona została uznana za winną znęcania się nad swoimi dziećmi, ale sąd odroczył (zawiesił) wykonanie kary argumentując m.in. tym, że "dzieci mogły już się do tego przyzwyczaić". My, jako redakcja, staraliśmy się o pisemne uzasadnienie wyroku, ale nie jesteśmy stroną. Nie jest też stroną ojciec, który zwrócił się do nas o pomoc. Okazało się, że apelację w tej sprawie wniosła Prokuratura Rejonowa w Brodnicy. Teraz zajmie się nią Sąd Apelacyjny w Gdańsku.
Otrzymaliśmy komentarz w tej sprawie z Ministerstwa Sprawiedliwości."Ministerstwo Sprawiedliwości w ramach zewnętrznego nadzoru administracyjnego nad działalnością sądów powszechnych zwróciło się do Prezesa Sądu Apelacyjnego w Gdańsku o zbadanie podniesionych w artykule zarzutów. Ministerstwo Sprawiedliwości nie jest jednak uprawnione do oceny wydawanych przez sąd wyroków. Jak wynika z przekazanego przez Pana opisu sprawy, wydany w niej wyrok jest nieprawomocny. Na skutek orzeczenia sądu II instancji orzeczenie Sądu Rejonowego w Brodnicy może zostać zmienione, utrzymane w mocy, bądź uchylone i wówczas sprawa będzie się toczyć od początku."